Dawniej ogrzanie własnego mieszkania nie było tak oczywiste, jak dziś, kiedy wystarczy po prostu przekręcić regulator temperatury znajdujący się tuż przy grzejniku, by móc cieszyć się ciepłem w całym pomieszczeniu. Zazwyczaj w kamienicach lub willach stosowano piece lub kominki – każdy w osobnym pokoju, a jeśli któreś z pomieszczeń okazało się pośledniejsze, musiało wystarczyć, że przytykała do niego gorąca ściana, która je słabo ogrzewała. Palenie w kominkach wiązało się ściśle z obowiązkiem wnoszenia drewna lub innych tego typu materiałów. Czasem używano do tego starych mebli, które nikomu nie były potrzebne, a wstyd byłoby je komuś oddać, zaś wyrzucić i zmarnować zawsze szkoda. Palenie w piecach odbywało się bardzo rano, często w porze wschodu słońca – służba musiała się zrywać z rana dużo wcześniej niż gospodarze domu. Z kominka najpierw wygarniano całodzienny popiół, a dopiero potem układano na nim drewno, które należało rozpalić tak, by ogień buzował powoli. Właściciele budzili się dużo później, ważne, by nie zmarzli podczas śniadania, które zdarzało im się zjeść we własnym łóżku. Zazwyczaj ognia doglądano przez cały dzień, jednak nocą było to niemożliwe – pokojowe potrzebowały odrobiny snu, zwłaszcza że kładły się jako ostatnie i wstawały jako pierwsze. By państwo nie zmarzło w nocy (choć i tak to oni posiadali najcieplejsze kołdry i najlepiej wyizolowane pokoje), często brali w nogi łóżka gorące cegły obwinięte materiałem, by nie niszczyły pościeli i nie przepalały materaca. Z kolei samym pokojowym nie było już tak przyjemnie – zajmowały małe pokoiki na strychach, które często nie posiadały żadnych piecyków ani kominków, a ich praca nie należała do łatwych i przyjemnych.